Stygmaty na ciele

Stygmaty na ciele

Kościół to temat obecnie wielu dyskusji. Nie ma się czemu dziwić. Tak wiele się tam obecnie dzieje, że wszyscy na bieżąco komentują najważniejsze wydarzenia. A jak widać jest ich naprawdę sporo. Ludzie czytają o tym, a potem wyrażają swoje opinie. Część z nich zaczyna wątpić w swoją wiarę, w coś co już od dawna wierzyli? Czy można im się dziwić? Właściwie to nie. Trzeba ich zrozumieć. W końcu każdy z nas może wyrażać własną opinię. Jeżeli ktoś jednak nie zwątpił w wiarę katolicką, to powinien poznać książkę “Miłość nie zna granic. Życie i cierpienie największej węgierskiej stygmatyczki. Ze wstępem ks. prof. Roberta Skrzypczaka“, której autorką jest Erzsébet Galgóczy.

Życie dla Boga

Co można powiedzieć o autorce tej książki? Że już od wielu, wielu lat nie żyje. Tak naprawdę Erzsébet Galgóczy chyba nigdy nie spodziewała się, że jej prywatny pamiętnik zostanie kiedykolwiek opublikowany na tak szeroką skalę. W końcu to co w nim pisała to było dla niej. Ktoś jednak uznał, że jej historia, to co ją spotkało przez 42 lata życia zasługuje na upamiętnienie. Na to, aby ludzie mieli szansę jak najbardziej wszystko zrozumieć. Ta książka to opowieść o wielkiej miłości do Boga. Na tyle dużej, że kobieta, która miała całe życie przed sobą bez żadnego słowa znosiła ból, jaki zsyłał na nią Bóg. Chociaż niektórzy mieli wątpliwości odnośnie stygmatów, jakie pojawiały się na jej ciele, to i tak zdecydowana większość osób wierzyła jej, że to Bóg chce coś powiedzieć. Erzsébet nie narzekała. Wierzyła, że to Bóg specjalnie ją wybrał, aby pokazać innym, że pomimo wszystko mocno można wierzyć.

Pamiętna noc

Autorka ze szczegółami opowiada kiedy “to” się zaczęło. W noc Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przyśnił jej się Jezus. Rano obudziła się i już miała pierwsze stygmaty na dłoniach. Od tego momentu kobieta na swoim ciele miała cały czas jątrzące się rany. Na dodatek Galgóczy musiała mierzyć się z wieloma wspaniałymi chorobami. Rany, choroby – czy ktoś byłby w stanie znieść tyle cierpienia za jednym razem? Nie. Rzadko która osoba mogłaby powiedzieć, że jest gotowa na taki ból. Erzsébet Galgóczy była jednak zupełnie innym człowiekiem. Była gotowa znieść wszystko bez najmniejszego szemrania. Na dodatek w swoim pamiętniku opowiada o wielkim szczęściu, jakie mogła przez to doświadczyć. Wielu osobom wyda się to dziwne, jednak nie jej. Warto poznać książkę “Miłość nie zna granic. Życie i cierpienie największej węgierskiej stygmatyczki. Ze wstępem ks. prof. Roberta Skrzypczaka“.

Książka zdjęcie utworzone przez freepik - pl.freepik.com